„To ludzie ludziom zgotowali ten los”. Aż się wierzyć nie chce, że ci sami ludzie stawiali swoje życie na ostrzu ryzyka, usiłując ocalić inne. Mimo że wcale nie musieli. Wręcz przeciwnie, mogliby wzbogacić się o 500 złotych polskich w zamian za wydanie jednego Żyda. Co kieruje człowiekiem, że w tak niesprzyjających warunkach zaczyna postępować zupełnie inaczej niż do tej pory?
Agnieszka Holland nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Film przedstawia historię Leopolda Sochy, lwowskiego kanalarza, który zdobywa się na heroiczny czyn pomagając ukrywać się grupie Żydów. Wyzierający z ekranu naturalizm ma na celu jak najdokładniejsze zapoznanie widza z otoczeniem, w jakim żyli bohaterowie. Pomysłowe ujęcia sprawiają, że na chwilę, faktycznie przenosimy się razem z Sochą do jego kanałów, gdzie oprócz biegających szczurów, można się potknąć o trupy, jest strasznie ciemno, brudno i wilgotno.
Holland stara się obiektywnie pokazywać sylwetkę każdej postaci. Każdy ma jakieś zalety i przywary. Jednak mimo wszystko w pewnym momencie czuć, że zaczyna delikatnie nakreślać kto jest dobry ,a kto zły. Oczywiście nic od razu. Najbardziej widać to po wspomnianym już wcześniej kanalarzu Leopoldzie. Z drobnego rzezimieszka przechodzi on przemianę w bohatera ryzykującego życie dla uratowania Żydów. Na całe szczęście brak tu jakichkolwiek przejaskrawień i banalnych rozwiązań. Być może również dzięki odpowiedniemu doborowi aktorów ( Więckiewicz, jako socha; Preis, jako Wanda; Maria Schrader, jako Paulina Chiger) i ich rewelacyjnej grze.
Film przez bite dwie i pół godziny trzyma w dużym napięciu i maksymalnie angażuje widza w odbiór przedstawionego świata. Czy będzie w stanie pozostawić po sobie podobne wrażenie na amerykańskiej publiczności? Miejmy nadzieję, gdyż póki, co „W ciemności” wydaje się być jednym z niewielu, jeżeli nie jedynym liczącym się polskim kandydatem do Oscara.